Witaj, nie jesteś jeszcze zalogowany | Zaloguj się | Zarejestruj się | Odzyskaj hasło




Sprzęt, wydarzenia, ludzie
serwis zagli
Surfnation
go2hel.pl
Kolporter RSS

Egipt - Soma Bay by Siemaniec Poleć znajomemu
Autor: Siemaniec   
13.01.2011.
 

Wiosną postanowiliśmy z kumplami, że czas najwyższy popływać gdzieś dalej, a nie tylko na naszym jeziorku. Tym bardziej, że na śródlądziu wiadomo jak wieje. Wypadło na Egipt. Zastanawialiśmy się nad Dahab lub Soma Bay. Wybraliśmy Soma Bay i hotel CARIBBEAN WORLD SUPERIOR ze względu na cenę pobytu i standard hotelu (all inclusive *****). Wyjazd zaplanowaliśmy na wrzesień. Wycieczkę zarezerwowaliśmy w czerwcu, więc załapaliśmy się na promocję. Na głowę wyszło po 2150 zł. We wrześniu było już drożej o jakieś 200 zł. Wyjazd zaplanowaliśmy na tydzień.

Spot.
Piaszczysta w miarę szeroka plaża, zejście do wody łagodne. Jakieś 5 m od brzegu nie mamy już gruntu pod nogami. Wiatr wieje od wczesnych godzin porannych (kolo 5-6), Około godziny 15 w sumie nie ma po co iść na wodę. No chyba że z dużym żaglem, ale do tej godziny byliśmy już tak wypompowani, że marzyło nam się tylko usiąść w jakimś barze i popijać piwko.
Z rana wiatr wieje off-shore (od brzegu) i z upływem czasu przechodzi w Side-shore (wzdłuż brzegu), przy czym ten drugi kierunek nie jest już taki dobry, ponieważ swobodny przepływ wiatru zaburza sąsiedni hotel. Ale wystarczy wypłynąć jakieś 200 m i jest już ok.
Fali na spocie praktycznie nie ma. Chyba, że mocno wieje to robi się małe kartoflisko. Wypływając dalej w morze można spotkać około poł metrowej wysokości falę, na której można trochę poskakać. Jeśli ktoś lubi długie halsy może się wypuścić na kilka wysp położonych nieopodal. Ja osobiście polecam Tobia Island, ponad 3 km. Przy wyspach trzeba uważać, bo można się nadziać na rafę i uszkodzić sprzęt.

Sprzęt:
Korzystaliśmy z wypożyczalni Planet Windsurfing. Deski Fanatic rocznik 2008-2010, żagle North Sails 2009-2010. Stan sprzętu jak to w wypożyczalni, ale nie było tak źle. Niektóre deski nieźle skatowane, ale żagle w bardzo dobrym stanie. W deskach i żaglach można było przebierać do woli. Zawsze można było się dostroić do panujących warunkach na wodzie. Ekipa pracująca w wypożyczalni bez problemu wymieniała sprzęt, więc zajęci byliśmy tylko końcowymi ustawieniami sprzętu i pływaniem :) . Szefowa wypożyczalni Franziska Poness (Niemka) bardzo miła i zawsze gotowa udzielić pomocy. Bardzo dobrze mówi po polsku, więc z komunikacją nie było problemu. Cena za wypożyczenie sprzętu na tydzień z ubezpieczeniem (35 EURO) 265 EURO. Niestety nie szło się potargować :( . Trochę można zaoszczędzić bookując sprzęt przez internet na stronie Planet Windsurfing.

Hotel.
Hotel ogromny, składający się z kilkunastu dwupiętrowych budynków. Jednorazowo może tam przebywać około 1200 osób. Pomimo takiej ilości osób nie czuć takiego tłoku. no może wieczorem przy barach zbiera się trochę ludzi, ale obsługa sprawnie się uwija i nie widać kolejek. Jest tam kilka basenów i restauracji, mały amfiteatr gdzie wieczorem zawsze się coś dzieje. Jest także spa, ale niestety już płatne. Skorzystaliśmy 3 razy i było naprawdę przyjemnie. Oczywiście jest dyskoteka. czasami organizują dyskotekę w barze przy plaży. Cała dyskoteka odbywa się w basenie z pianą wiec jest niezła zabawa :) .

Pobyt.
Wylot z Poznania o godz. 22. Na lotnisku w Hurghadzie wylądowaliśmy kolo 3. Po wyjściu z samolotu poczuliśmy podmuch gorącego wiatru. Było około 25 stopni. Zakup wizy egipskiej (18 dolarów) szybka odprawa paszportowa i na parking. Czekał już tam bus którym pojechaliśmy do hotelu. Niestety dojechaliśmy tam przed godz 6. Busem rozwożeni byli też inni wczasowicze, dlatego tak długo to trwało. A do przejechania było zaledwie 40 km.
Szybko uwinęliśmy się z meldunkiem i zostaliśmy zawiezieni do pokoju. Trochę byliśmy wymęczeni podróżą wiec jak tylko dojechały nasze walizki do pokoju poszliśmy w kimę. Spotkanie z rezydentem mieliśmy o godz 11, na które oczywiście zaspaliśmy :) , ale Pani grzecznie i ze szczerym uśmiechem na nas czekała. Szybkie śniadanko i na spot. Na spocie gęby nam się szeroko roześmiały. Wiało jakieś 6-7 Bft. płaska ciepła woda i żar lejący się z nieba. Szybko wybraliśmy deski i na wodę. Pierwszego dnia pływaliśmy na deskach; ja 105l, Wojtek 100 i Piotrek 120, ale on stawia dopiero pierwsze kroki na desce. Żagle w zmienialiśmy w zakresie od 4,7 do 5,5m. Takie ostre pływanie mieliśmy do godz 14-15. Na więcej nie starczyło sił. Z resztą nie chcieliśmy się skatować. Na obiad nie mieliśmy już ochoty, więc zawinęliśmy się do pokoju odespać podróż. Wieczorem poszliśmy na kolację a potem "resetowaliśmy" się w barach.

Drugiego dnia pogoda podobna. Do południa żagle 4.5-5.5. Po 12 trochę siadł wiatr i do końca dnia pływaliśmy juz na 6.0. Prawdę mówiąc po 2 dniach katowania się na wodzie mieliśmy juz trochę dosyć. Chyba za słabo kondycyjnie przygotowaliśmy się do wyjazdu.

Trzeci dzień. Pobódka przed 9 szybko śniadanie i na spot. Skwar jak zwykle lał sie z nieba. Niestety wiatru jak na lekarstwo. Wiatromierz pokazywał 2 w porywach do 3 Bft. Rozłożyliśmy się koło wypożyczalni i czekaliśmy może coś mocniej podmucha. no i tak czekaliśmy i się nie doczekaliśmy. Wojtek wziął deskę i próbował pływać na 7.8, ale zaliczył kilka halsów w pseudo ślizgu, które można było policzyć na palcach jednej ręki. My z Piotrkiem zrobiliśmy sobie dzień odpoczynku na plaży połączony z opalaniem i bieganiem do baru po piwo. Tak minął kolejny trzeci dzień na spocie.

Czwarty dzień. Czekaliśmy na ten dzień pełni obaw czy się "poślizgamy" bo prognozy na Windguru nie były optymistyczne. Jak zwykle na spot zawitaliśmy koło 9. I tu małe rozczarowanie. Znów słabo wieje, trochę lepiej jak dzień wcześniej, no ale szału nie było. Wypożyczalnię otwierali o 9 więc nie było jeszcze ludzi. Szybko złapaliśmy to co było w największym rozmiarze. Ja 8.8 S-type, Wojtek 7.8 X-Type, Piotrek 7.5 Naturala i deski po 130 l. Zatargaliśmy sprzęt nad brzeg i czekaliśmy, aż zacznie coś mocniej dmuchać. Siedzieliśmy tak z godzinę i zaczęło się coś ruszać. Padła decyzja, że idziemy na wodę. Stałem dobre 10 min w wodzie zanim zdołałem zrobić taki głębszy start z plaży. Deska płynęła, ale o ślizgu można było zapomnieć. Dopiero jak odpłynęliśmy od plaży jakieś 300-400m to powiało. Przy brzegu cały wiatr zatrzymywał sąsiadujący hotel. W końcu można było się poślizgać bo zaczynało się rozwiewać. Po jakiejś godzinie musiałem wrócić na brzeg zmienić żagiel i deskę. Wziąłem 113 l i 7.0 X-typa. Na tym zestawie miałem okazję przetestować nowy wynalazek Northa czyli przedłużkę SHOX.XTR. Pływanie na tym to rzeczywiści frajda. Zamontowany tam amortyzator naprawdę działa i według mnie nie jest to jakiś gadżet. Popływałem na tym zestawie jakąś godzinę i później znów słabiej powiało. Znów do brzegu po 7.8 S-typa. Na tym zestawie pływałem już do końca dnia.

Piąty dzień. Trochę lepiej jak dzień wcześniej, ale też żadna rewelacja. Zaskoczyła nas trochę pogoda. Na niebie chmury i spadło kilka kropli deszczu. Jak rozmawiałem z lokalesami to taka "ulewa" była tutaj jakiś rok temu. Zestawy do pływania takie same. Cały dzień pływałem na 8.8. i 130 l na wyspę i z powrotem ponad 3 km w jedną stronę.

Ogólnie wyjazd uważam za bardzo udany, chociaż został trochę niedosyt. Za mało popływaliśmy na małych deskach i żaglach. Był to nasz pierwszy wyjazd poza nasze jeziorko i nie mam porównania z innymi spotami. Zależy co kto lubi. Dla początkujących i średniozaawansowanych Soma bay jest idealna. Polecam.

 Foto z wypadu na Forum: http://www.hotis.pl/forum/viewtopic.php?p=28837#28837

Polecane

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocen użytkownika

 

Nie komentowano

Dodaj komentarz!



mXcomment 1.0.7 © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »








© http://www.hotis.pl, Wszystkie zawarte w wortalu artykuły są naszego autorstwa i jakiekolwiek kopiowanie ich w całości, bądź fragmentach jest zabronione i podlega Ustawie o Prawie Autorskim i Prawach Pokrewnych z dn. 4.02.1994 r. (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz.83) wraz z późniejszymi zmianami.