|
Pierwsza myśl o wypadzie do Dani zapadła już tydzień wcześniej. Prognoza była na wyrost piękna (co widać na zdjęciu), 50 kt było solidnym wyzwaniem, a więc po mocnej wprawie w Grecji postanowiliśmy sprostać temu zadaniu. Niestety, z dnia na dzień najsilniejszy wiatr przesuwał się na północ, aż w końcu wylądował w Norwegii. Ostateczna decyzja o wypadzie zapadła w nocy ze środy na czwartek. Pozostało tylko spakowanie sprzętu, końcowe przygotowania i po południu w czwartek można było ruszyć w drogę. W piątek o szóstej rano byliśmy już w Dani.
 No to tyle wstępu. Pierwszego dnia wystartowałem na 5.7 w Vejers Strand. Jest to miasteczko położone niedaleko większego miasta Esbjerg, po drugiej stronie dosyć mocno wysuniętego w morze cypla Blavand. W Blavand również istnieją dobre warunki do pływania, spot ten obejmuje kierunki S, SW, W, NW. Szczególnie dla średniozaawansowanych, kierunek W i NW może być ciekawym wariantem. Na końcu wspomnianego już cypla znajduje się olbrzymi wał, jeszcze dalej wysuwający się w morze, na którym znajdują się wiatraki. Podczas tych kierunków Blavald staje się bardziej zatoczką niż pełnym morzem, aczkolwiek przy większym wietrze nie zabraknie małego przyboju i fal piętrzących się na 1m wysokości. Blavand jest pięknym miasteczkiem położonym tuż przy morzu. Na pewno nikt nie będzie miał problemów z dojazdem, gdyż z Ejsbjerg jest prosta droga do Blavant. Znajduje się tam pole kampingowe oddalone ok. 100m od wody, oraz parking przed samą wydmą.  Natomiast Vejers Strand jest typowym spotem Wave. Dojazd również nie jest skomplikowany. Jedynie na drodze do Blavand należy wypatrywać skrzyżowania, gdzie będzie odbicie na Vejers. Największym plusem tego spotu jest to, iż można autem wjechać na samą plażę. Vejers obejmuje kierunki SW, W, NW, N, a nawet NE. Niestety na Vejers występują dość silne prądy, tak jak na Bałtyku w Karwi.  Po pływaniu w Vejers, chcieliśmy jeszcze tego samego dnia dojechać do Klitmoller. Tak też się stało. Po dwugodzinnej podróży byliśmy już w Klit.
 Nawet udało się zorganizować wieczorną sesyjkę na 5.7. Tak właśnie zleciał nam pierwszy dzień pobytu w Dani, ale największe show miało się rozpocząć dopiero jutro.
Na drugi dzień wiało nieźle, ale z niezbyt dobrym kierunkiem nawet na Klitmoler Reef (Na Klitmoler Bay wiatr wiał prawie centralnie od brzegu).
Wiało południe z siłą ok. 6 B, niebo bezchmurne i fale do 5m. Pływaliśmy około dwóch godzin, lecz pływanie w takich warunkach dało nam trochę w kość, tym bardziej że ciężko było spłynąć do brzegu, gdyż wiatr wiejący przy nim był znacznie słabszy. Po takiej rozgrzewce przyszedł czas na dotarcie się. Tak więc z uśmiechami na twarzy pojechaliśmy do Krik, gdzie mieści się fiord na którym wieją wiatry typowo morskie. Jedyną przeszkodą dla morskich fal jest cienki pas ziemi dzielący ten fiord od morza. Ku naszemu zdziwieniu pływanie na fiordzie nie okazało się taką drobnostką, wiejący tu wiatr był mocniejszy niż w Klit. W porywach dochodził do 85 km/h i pływanie na żaglach 3.7 było obowiązkiem. Początkowo roztaklowaliśmy sobie żagle ok. 4,7m˛, lecz szybko okazało się to za dużo, tym bardziej że wiatr do nocy cały czas wzmagał na sile. Szybkie przetaklowanie na 4.0, a niektórzy 3.7 i można było zacząć zabawę. Pływaliśmy do ostatnich sił, wiatr nie dawał za wygraną. Fala na fiordzie okazała się bardzo dobra do skoków, była dość stroma i momentami sięgała ok. 1m. Po skończeniu pływania z powrotem udaliśmy się do Klit, gdzie czekaliśmy z niecierpliwością na kolejny dzień.    Trzeci dzień, jak dla mnie był najlepszym z naszego wypadu. Wiatr na żagle 5.0, a po południu 4.5 nie katował tak bardzo, a przy okazji dawał dużą możliwość rozwoju. Na rafie bardzo przyjemnie można było sobie pojeździć na fali, a przy lekkim odpadnięciu do zatoki, fale się piętrzyły stwarzając idealne warunki do akrobacji powietrznych. Po między zatoką i rafą tworzył się przesmyk, w którym łatwo można było przejść przybój bez zmielenia. Wiatr nie wiał już z kierunku S jak w sobotę, lecz SW, a po południu nawet W, co sprzyjało łatwemu spłynięciu do zatoczki, jak i do samego brzegu. Po południu spakowaliśmy się i powróciliśmy z uśmiechem na twarzy do Polski.
Podsumowując, Dania okazała się dobrym wyborem. Ja sam jestem bardzo zadowolony z tego wyjazdu, gdyż zaliczyłem naprawdę piękne gleby, ale i nieźle się doszkoliłem w wave. Czekam z wytrwałością na kolejny tego typu wypad.
|