Po długim okresie niepływania (dla niektórych miesiąc a dla innych 3 miesiące) postanowiliśmy wyrwać się na trochę i popływać. Kilka telefonów, rezerwacja biletów (oczywiście surftravel.pl ) i jazda.
Polecieliśmy w dwóch podgrupach: z Gdańska Robert Sosnowski (Drops, Bull Tarifa, B3, Sieplywa.pl, Surfordie.pl, Politechnika Gdańska) Szymon Scięgosz (ABC surf, RRD, Hot Sails Maui, Surfordie.pl) i Bartek Sarnowski. Z Warszawy Ala i Piotrek Staszczyńscy (Hydrosfera, Aerotech, Infinity, Surfordie.pl) i Jaś Kulisiewicz. Spotkaliśmy się na miejscu w naszym wynajmowanym mieszkanku, co prawda skromne (3-pokojowe) ale dwa tygodnie dało się przeżyć. Nie obyło się także bez imprezy powitalnej – bezcłowy to świetny wynalazek. Mieszkanie było oddalone od spotu jakieś 10 minut z buta jak nie wiało lub 5 minut z buta jak wiało. Alternatywą było złapanie taksówki-pick up’a za „hamsa” (5 po arabsku). Następnego dnia ogarnęliśmy transport sprzętu do bazy. Polecam kolesia o imieniu Sherif (+20124450967) punktualny, pewny i mówi po angielsku. Jak wyglądał nasz typowy dzień? Bardzo prosto… Pobudka z rana gdzieś koło 6, rozruch rozciąganko i truchtem parę kilometrów… Żartowałem :) Przeważnie budziliśmy się koło 8 rano szybkie rekonesans czy wieje. Następnie były możliwe dwie opcje: wieje, a więc szybkie śniadanie zakupione w miejscowym sklepiku (pita, konserwa i pomidor) i biegiem na spot. Druga opcja nie wieje… Dalej w kime… Wstawaliśmy koło 10-11 jedliśmy coś i powolutku do bazy.
W bazie mieliśmy dostęp do internetu, herbaty i słońca. Inną rozrywką było granie w sieci w Starcrafta – Synek nasz mistrzu i nauczycielu, karty (kierki) lub też low wind session, które raz nam się zdarzyło.
Koło godziny 15 głód dopadał nasze żołądki. A więc… Pora do miasta. Najczęściej jedliśmy chicken pizza i spaghetti (ok. 15 funtów egipskich). W Wigilię zafundowaliśmy sobie uroczystą kolację z egipskimi specjałami takimi jak Kofta itp. Polecam także bardzo smaczne owoce morza: kalmary, kraby, ryby i krewetki. Po obiedzie codziennie odwiedzaliśmy naszego przyjaciela Fadi’ego, który pracuje w sklepie o nazwie Victoria Bazar (na samym środku deptaku przy niebieskiej fontannie). Tam uczyliśmy się arabskiego, piliśmy herbatę i paliliśmy Shishee. Wieczorami oglądaliśmy filmy na laptopach i w telewizji (po angielsku z arbskimi napisami), graliśmy w Cofee shopie w egipskie gry takie jak domino i backgammon lub imprezowaliśmy (w Hiltonie lub dahabowych klubach: Tota i Tree Bar). W taki sposób mijały nam dni. Jeżeli chodzi o warunki na wodzie to nie były zbytnio przychylne. Trafiliśmy na dwa dni dobrego wiatru na 4,7-5,2 wiejącego od rana do nocy i dwa dni pływania na 5,7. Jak na dwutygodniowy pobyt to nie było zbyt wiele, lecz pan Progress do nas zawitał. Synek ustał spocka clew first i funnella. Piotrek miał dobre podejścia do double ss chachoo i tonda, ja ustałem boba i clew first flake i zacząłem katowć burnera, Ala robiła spocki i uczyła się flaki, Johny katował spocki, grubby i flaki a Sarnoś miał pierwsze podejścia do Vulcana. Do Polski wróciliśmy przed Sylwestrem. Ja z Sarnosiem 30 a reszta 31 grudnia. Nie obyło się także bez przygód na lotnisku. Po zważeniu bagażu okazało się że mieliśmy w dwie osoby 46 kg nadbagażu. Pech chciał że akurat przy odprawie był menager lotniska, który zażądał od nas 460 dolarów za nadbagaż (10 $ za każdy kg). Po długich negocjacjach pod groźbą zostania w Egipcie stanęło na 300 $. Niestety musieliśmy to zapłacić… To dużo, porównując do reszty która leciała dzień później i zapłaciła 25 $ za dwa razy więcej bagażu (nie było kierownika lotniska). W tym miejscu przestrzegam przed liniami Memphis Air i Lotus Air, które restrykcyjnie podchodzą do limitów bagażu. Więc jeśli lecicie tymi liniami to radzę zapłacić za bagaż w obie strony w Polsce (oczywiście domagać się o jakiś dokument zaświadczający o wpłacie). Wyjdzie taniej i bez stresów. Do przykrych incydentów wyjazdu należy także fakt, że zakosili mi torbę ze osprzętem a Ali zapodział się trapez. Szef bazy zachował się fair i dał nam w zastępstwie za nasze zguby ich odpowiedniki. Natomiast optymistycznym akcentem była Wigilia spędzona w iście egipski sposób czyli impreza u Fadi’ego. Na koniec chciałbym podziękować wszystkim uczestnikom wycieczki za extra atmosferę i fajną przygodę. A także wszystkim sponsorom wymienionym powyżej. Zapraszam do obejrzenia tego co udało nam się sklecić z ostatniego dnia pływania.